mój Jezus (może być i Twój)

Obraz, uczucie:
Jezus modlący się na górze Tabor.

Mój kochany Jezus. Widzę go, obserwuję, patrzę oczami i oczami serca jak na kogoś wyjątkowego. On jest dla mnie wyjątkowy. Nie przerywam Mu. Czekam, aż wstanie, nie mogę się doczekać, aż na mnie spojrzy, powie słowo, uśmiechnie się.
Mój Jezus. Kocha mnie do szaleństwa. Czuję to.
Patrzy mi głęboko w oczy, czuję Jego miłość do mnie.

Gdy coś robi, to wiem, że mimo zajęcia i tak mnie kocha, nosi w swoim sercu.
Jestem dumny z Niego, gdy patrzę jak coś robi.
Później przyjdzie przecież do mnie…
i pójdziemy RAZEM.

Reklamy

Tatusiu

Tatusiu,
gdzie jesteś ?
Skończyłem 36 lat. Czy wiesz o tym ? Tatusiu, mój Boże, bo tylko do Ciebie tak umiem powiedzieć, choć przecież wydajesz się tak odległy i niedostępny. Pociesza mnie, że „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30), więc w Jezusie kochanym mam do Ciebie dostęp. Chciałbym jak małe dziecko usiąść Tobie na kolanach i przytulić się i może nawet nic nie mówić tylko błogim wzrokiem wpatrywać się w Ciebie. Tak mi dobrze, Tatusiu, przy Tobie. Tyle chciałbym Ci powiedzieć, ale przecież Ty wszystko wiesz…

Weź mojego ziemskiego tatę przemień, żeby nie zginął. Pamiętam jak zabrał mnie kiedyś na sanki, albo na ryby, albo mówił do mnie „dijas”. Chyba mnie lubił. Co się stało ? Nie wiem. Tylko Ty Tatusiu wiesz, co się stało z moim tatą, że dziś nasze drogi są tak odległe.

Cieszy mnie jednak, że Ty jesteś Tatusiem, który nie tylko lubi, ale i kocha. I nie chcę się bać tego, że potrafisz się wkurzyć. Wszak jesteś potężny i wszechmocny. O wiele bardziej chcę patrzeć na Ciebie jak na Tego, który zalewa swoją miłością tak bardzo, że musisz skrywać swoją miłość, bo pełne jej odkrycie możliwe jest w tym ostatecznym dniu, gdy powiesz „Przyjdź synku… już czas…” 🙂

Tatusiu, jestem taki …. ale i tak kocham Cię tak jak potrafię.

od młodości…

Przyjacielu, miałeś ze mną chodzić po łąkach, w promieniach słońca,
mieliśmy się cieszyć swoją obecnością, uśmiechać, rozmawiać,
miałeś być tym, który pójdzie za mną w ogień i ja też takim miałem być.
Mieliśmy mieć przymierze krwi, przepadając za sobą.

Dwóch facetów, kumpli na zabój, przyjaciół.
Mieliśmy się znać jak łyse konie.
Mieliśmy jednym gestem, spojrzeniem, wyrazem wiedzieć, co w sercach brzmi.
Mieliśmy się wspierać, dać męską siłę, ale i dzieciństwo.
Stawiać sobie poprzeczki, a jednocześnie kulać się beztrosko i kolejny raz umierać z bólu brzucha od śmiechu.

Miałeś być moim bezpieczeństwem,
moim umocnieniem, moją radością, ostoją, radością spotkania, zaufaniem, wariatem, który nigdy mnie nie zostawi, który ochroni.

Nie znalazłem cię przyjacielu, choć ciągle cię szukam, nawet jeśli mówię, że tak nie jest…
I nawet gdy ciebie znajdowałem, to nie byłeś tym.
Bo szybko okazywałeś się być takim, jak ja…

I za każdym razem gdy już wierzyłem, że jednak to ty, czułem w sercu dotyk kogoś innego, słodki i czuły, bliski i niepowtarzalny, a jednak tak odległy. Pociągający, a trudny. Rabbuni, Ty mój Jeshuo, robisz tak z zazdrości, czy z troski ? Czekam na to jedyne spotkanie, a szukam przyjaciela od lat mojej młodości.
I tych na jedno spojrzenie cudownych przyjaciół poznałem, choć spotkanie nie było ani tak radosne, ani cudowne.
I co ja mam zrobić? Szukam przyjaciela, snując fantazje naszych podróży, wzniesień i łez, patrząc i nie widząc, jak stoisz z wyciągniętymi rękami i trzesącym ciałem z miłości, aż przyjdę wtulić się w Ciebie, aby dać słodki pocałunek. A jednak to Ty, Jeshua… Nie umiem Cię kochać, ale pozostań moim wariatem i zrób coś, żebym zwariował dla Ciebie…

„Recepta” szawła Pawła

„Recepta” szawła Pawła 😉

1. Stały spowiednik
– bez stałego spowiednika w życiu nie byłbym w miejscu, w którym jestem.
Stały spowiednik pomoże Ci racjonalizować i spojrzeć szerzej na problemy, jednocześnie pomoże dostrzec to, czego być może sam nie widzisz.
Dobry spowiednik będzie Twoim wsparciem i kierownikiem.

2. Częsta Komunia Święta (co niedzielę ? – sorry, ale to za mało!)
Jeśli czujesz się słaby, a nawet jeśli czujesz się silny, to tak intymne spotykanie się z Ukochanym jest najpiękniejszą rzeczą, jaką możesz robić w życiu – to nie powinność, to skarb, z którego warto czerpać ! Zmienia życie, zmienia Ciebie, zmienia wszystko, bo to obiecał ! Wystarczy przyjść.
Częste przyjmowanie Pana uzdalnia mnie do przekraczania swoich słabości, otwierania się na ludzi i nie pielęgnowania swoich zranień.
„Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza”. J 7, 37-38

3. Zamawiaj za siebie Mszę Świętą. Msza święta nie jest wyłącznie dla zmarłych !
Zamawiaj w swoich intencjach (jeśli jest to bardziej intymne „w intencji Bogu wiadomej”).
Najświętsza Ofiara sprawowana w Twojej intencji. Myślisz, że to nie ma znaczenia ? …

4. Sesja modlitwy o wylanie błogosławieństwa wg 5 kluczy Lozano („modlitwa uwolnienia”)
– to niesamowita sesja, której celem jest wybaczenie ludziom, którzy Cię skrzywdzili, wybaczenie sobie, wybaczenie Bogu, jeśli masz do Niego jakieś pretensje (nie wchodząc w analizowanie zasadności takich pretensji), następnie wyrzekanie się gniewu, złości, lęku, wszystkiego, co Cię prześladuje a następnie otwarcie się na Błogosławieństwo, które Pan wylewa w takiej modlitwie bardzo obficie. Pytajcie o tę sesję Waszą lokalną Odnowę w Duchu Świętym lub poszukajcie w internecie. Osobiście dzięki tej sesji uwolniłem się od bardzo wielu lęków, a moja mama została uzdrowiona !

5. Rekolekcje ignacjańskie co rok
– nieodzowny czas spotkania z Panem sam na sam. Rekolekcje w milczeniu, dzięki czemu Pan dotyka delikatnie, czule, leczy, opatruje, wzmacnia, przytula…

6. Wspólnota !
– bycie we wspólnocie, przed czym broniłem się bardzo mocno, daje mi bardzo wiele; poznałem wspaniałych ludzi, nawiązały się bardzo wartościowe relacje, ubogacamy się wzajemnie i dzięki temu jestem mocniejszy – trzeba przełamać opór przed wejściem do wspólnoty; jak się to przeskoczy, to za progiem czekają same błogosławieństwa ! oraz zupełna zmiana perspektywy postrzegania świata i siebie. W drugim człowieku ze wspólnoty mieszka Bóg. Doświadczysz tego. Zaczniesz kochać ludzi bezinteresownie, za to… że są.

7. Dawaj świadectwo o swojej wierze.
– nie wstydź się swojej wiary, gdy trzeba o niej zaświadczyć. Bądź przedstawicielem Bożego Miłosierdzia, którego ludzie szukają, choć wielu wyśmieje i nie będzie chciało słuchać, ale z Bożą pomocą będziesz świadczyć o Królu Miłosierdzia, który wynagrodzi to według nieskończonej swojej obfitości i Miłości. Załóż bloga, nie milcz, gdy mowa na uczelni czy w pracy o Kościele, mów, że jesteś wierzący. Nie traktuj tego jak walkę. Nie chodzi o przekonywanie kogoś, a raczej o mówienie o swoim doświadczeniu wiary. Jesteś do tego powołany ! Mało dziś ludzi wierzących ? A więc Twoja wiara jest cudem i co to oznacza… ?Pan resztę dopełni w Jemu wiadomym czasie i okolicznościach.

8. Czytaj mądre książki.
– z nowości polecam „Oczami Jezusa” Carver Alan Ames oraz „Miłość mnie zna” – pisma duchowe Marcela Vana.

9. Różaniec.
– Najlepsza Matka nigdy nie zostawia swojego dziecka…

10. Rozmawiaj z Panem często swoimi słowami, w samochodzie, tramwaju, idąc gdzieś, myjąc się, gotując, nawet krótko, ktoś Cię wkurzył ?  – powiedz to Jemu, kto może to zrozumieć bardziej, niż On ? Staraj się normalnie rozmawiać, bo to Twój przyjaciel, nie potrzebujesz do tego pięknych, kwiecistych formułek, nie udawaj. Bądź sobą, naturalny, prawdziwy, a wtedy Pan będzie bliżej, bo pociąga Go Twoje zaufanie i autentyzm.

11. Nie napinaj się tak bardzo – wszystko polega nie na zakazach czy suchych praktykach – jak myśli większość ludzi i stąd nie chcą doświadczyć tej Miłości, a uwierzeniu, że On jest DOBRY, że jest MIŁOSIERDZIEM i szaleje za Tobą. Jeśli tego nie doświadczasz, to być może za bardzo się spinasz, być może za bardzo skupiasz się na „czynnościach”, „praktykach religijnych”, które same z siebie nie przyniosą Ci pokoju i miłości, jeśli nie będą wynikać z chęci zaprzyjaźnienia się z Jezusem. Jezusem żywym, który siedzi teraz obok Ciebie, to nie „Jezusik” namalowany w bajeczce. To żywy Bóg. A ponieważ Go nie widzisz, tym bardziej masz prawo zawsze i wszędzie rozmawiać z Nim, prosić, dziękować, żalić się, przytulić do Niego (może warto kupić do domu większy krzyż, do którego rano i wieczorem się przytulisz…). Chodzi o relację z Jezusem, On czeka na traktowanie Go na serio (nie myl z byciem smutnym i poważnym jak przed sędzią – to fałszywka od złego) w najprostszych rzeczach.

12. Bądź dla innych, módl się za innych. Nie liż swoich ran, jeśli będziesz dla innych, Pan zaopiekuje się Twoimi ranami, przestanie boleć i rany się zagoją. Nie ja to obiecuję.
TO TWÓJ PRZYJACIEL CI TO OBIECUJE ! NO ZAUFAJ WRESZCIE !

13. Ciesz się życiem ! Jedno masz życie ! Z Jezusem idź śmiało i mocno przez życie. Podskocz i powiedz „Hurra, mam Jezusa !”

 

redakcyjne pytania i odpowiedzi

 

Zamieszczam odpowiedzi na pytania jednej z redakcji portalu internetowego. Nie wszystkie wypowiedzi zostały umieszczone w publicznym artykule, dlatego zamieszczam całość.

Jak domyślam się bycie katolickim homoseksualistą nie jest łatwym zdaniem. Dlaczego się Pan jednak na to zdecydował? Jak to się wszystko zaczęło?

Faktycznie, dobrze to Pani ujęła – zdecydowałem się na to, nikt mnie do tego nie przymusił. Gdybym miał opowiedzieć, jak to się zaczęło, to zajęłoby to trochę czasu. A w skrócie – prowadziłem dość rozwiązłe życie, później byłem w 5-letnim związku i powoli przychodziło coraz większego poczucie jakiegoś braku, który szczególnie przypominał się w okresie Świąt Wielkiej Nocy i Bożego Narodzenia, najważniejszych świąt dla człowieka, który uznaje istnienie jedynego Boga w Jezusie Chrystusie. Ten czas przypominał mi o potrzebie uporządkowania życia, które było pozbawione sensu – życie z dnia na dzień, wyspać się, zjeść, nacieszyć ciało przyjemnościami, pokazać kim to ja nie jestem przy najbliższej okazji i znowu od początku. Gdy przyszedł moment gdy chciałem w okresie tych świąt przystępować do spowiedzi, czułem, że to nie może być jakiś incydent, krótkorazowe wydarzenie 1-2 razy w roku i „lecimy” po staremu. Zauważyłem, że gdy byłem po spowiedzi i przyjmowałem Jezusa w Najświętszym Sakramencie, zupełnie inaczej zaczynałem się zachowywać, postrzegać ludzi, rzeczywistość, miałem w sobie więcej miłości, cierpliwości, ale przede wszystkim czułem się niesamowicie wolny i kochany. To doświadczenie, które po każdej Komunii Św. powtarzało się. Dlatego z każdą Komunią chciałem coraz częściej ją przyjmować, a nie było to proste, bo często postępowałem wbrew sobie lub zgodnie z pożądaniem, które bez Boga jest nie do opanowania i niszczy. Po kilku miesiącach prawdziwej walki duchowej, którą określiłbym słowami „głód Boga, grzech, spowiedź, Komunia, utulenie w sercu, radość, wolność, znowu grzech, znowu głów i tak nieustannie” przyszedł czas, gdy udało mi się po wizycie w Rzymie i modlitwie nad grobem Jana Pawła II oraz w San Giovanni Rotondo nad grobem o. Pio wyprosić łaskę, aby przyszedł w moim życiu czas, że będę mógł przyjmować Jezusa w swoim życiu codziennie, bez żadnych przeszkód. Do tego pragnienia dojrzewałem, to nie było ot tak. Ale po tej wielomiesięcznej walce zakończonej wizytą u świętych otrzymałem tak wielką siłę do zerwania ze starym życiem, że po prostu przeciąłem to radykalnie. Natychmiast. Nie było to proste, ale wiedziałem, że to ma sens ! I poczułem się, jakbym wyszedł ze stęchłego pomieszczenia na wielką zieloną łąkę, poczułem się wolny i szczęśliwy.

Taka decyzja wymaga wielu wyrzeczeń prawda? Powiedzmy zatem czego nie wolno robić chrześcijańskiemu homoseksualiście?

Rozbawiło mnie to pytanie. „Wiele wyrzeczeń”, „czego nie wolno”. A przecież powiedziałem, że czuję się wolny. Nie jestem niewolnikiem. Porównam to do sytuacji dziecka i kochającego rodzica. Jeśli dziecko jest kochane, czuje to, to będzie patrzeć na rodzica przez pryzmat doświadczanej miłości, niż tego, że rodzic z miłości mówi do dziecka „lepiej żebyś tego robił”. Patrzy na miłość, a nie tak zwany „zakaz”. Jeśli nie będzie tam miłości, pozostaną jedynie nakazy, zakazy, wyrzeczenia, jednym słowem męka. A wiara w Jezusa to nie jest męka. To fantastyczna droga z Tym, która uzdalnia mnie do niesamowitych rzeczy i wyzwań.
Chcąc jednak sprostać prawom redakcji, odpowiem na to pytanie. Nie ma czegoś takiego jak jakaś „ekskluzywność” osoby homoseksualnej – tu proponowałbym używać słowa osoba, ponieważ przede wszystkim jestem człowiekiem, osobą, mężczyzną, mam jakiś zawód, pracę, zdolności i gdzieś tam na dalszym miejscu jest mój homoseksualizm, a nie odwrotnie.
A więc nie ma czegoś takiego jak „homoseksualiście nie wolno robić”. Oczywiście wszyscy pytając o te sprawy, mają na myśli kwestie seksualności (to właśnie problem, że słowo homoseksualizm zawiera ten człon, który sugeruje, że taka osoba musi wieść życie wyłącznie seksualne podczas gdy heteroseksualista już nie…).
W Słowie Bożym jest mowa o tym, że jakiekolwiek pożycie seksualne poza związkiem małżeńskim jest grzechem. Więc czy to robisz to jako hetero, czy homo nie będąc w związku małżeńskim to jest to wbrew woli dobrego Tatusia, którym jest nasz Bóg i On naprawdę wie, co dla nas dobre, bo nas stworzył. Można uznać, że nagle z wielkiego chaosu wszytko pięknie powstało, planety, gwiazdy, życie, człowiek mający inteligencję, dobre pragnienia, emocje, odruchy serca. Można tak uważać…

Skąd pomysł, żeby stworzyć stronę łączącą chrześcijańskich homoseksualistów?

Pomysł strony pojawił się po tej mojej walce, gdy w pewnym momencie sam zadawałem sobie pytanie „no chyba jest coś ze mną nie tak, mam taką orientację, tu nagle chcę być w relacji z Bogiem, w jakiejś zażyłości, a nigdzie nie ma śladu o takich osobach, to może jednak jest to nie do pogodzenia?”. Gdy już udało mi się zerwać ze starym życiem przychodziła taka myśl, pragnienie, natchnienie, że powinienem założyć stronę, na której spiszę wszystkie te doświadczenia i przemyślenia. Założyłem więc swojego bloga www.homos.blog.onet.pl , a gdy w ciągu 2,5 roku pisania na blogu otrzymywałem coraz więcej wiadomości facetów, którzy są homoseksualni i mega poważnie traktują Boga, przyszła koncepcja, że blog to moje, prywatne doświadczenie. A potrzeba strony, która zbierze doświadczenia wielu. No i tak powstały te dwie strony, dzięki którym dzisiaj łatwiej znaleźć informacje na ten temat, co z pewnością ułatwia drogę pójścia za Chrystusem, który kocha każdego człowieka, co wyraźnie bije po oczach z Ewangelii. Jest tylko jedna rzecz po stronie człowieka, która powinna się pojawić: „pragnienie bycia z Nim, chęć porzucenia złych czynów”.

Jak udaje się Panu nie zbłądzić? Modlitwa i spowiedź pomagają?

Jak wspomniałem wcześniej, Komunia Św. to Jezus w Najświętszym Sakramencie. Jego Ciało i Krew. Z jednej strony zadziwia mnie to, że dzisiaj ludzie w to nie wierzą, wyśmiewają, a jednocześnie wierzą w zabobony typu wróżka, omijanie czarnego kota, nie witanie się w progu, piątki 13-go, itd. A Ten, który prawdziwie za każdego umarł, żebyśmy żyli po przejściu z Tego świata do Królestwa Bożego jest gotów podać nam rękę, pomóc, przemienić nasze życie. Jeśli w to nie wierzysz, to daj sobie szansę doświadczyć tego spotkania w Komunii Św. Zobaczysz. To nie jest automat, do którego wrzucasz monetę i wychodzisz jaśnie oświecony, ale daj sobie szansę, aby zacząć zmieniać życie z Tym, który może wszystko !
No a z drugiej strony pamiętam, że ja też kiedyś podchodziłem do tego faktu z zupełnym dystansem. Wszystko jednak zmieniło doświadczenie, żywe doświadczenie spotkania żywego Boga, który Cię dotyka w Twojej duszy.
Jak udaje się nie zbłądzić ? Ale ja błądzę, popełniam grzechy, które mnie ciągle prześladują „osądzanie innych, pycha, itd.”. Czy to nie błądzenie ? W kwestiach dotyczących seksualności Pan faktycznie mnie wysłuchał i tu zostałem uwolniony i żyję od 6 lat w czystości, ale jak podkreślam – to tylko moc Jezusa w Najświętszym Sakramencie jest możliwa tego dokonać, jeśli chcesz ! Jezus często mówi w Ewangelii „jeśli chcesz…”, „co chcesz, abym ci uczynił”. Wszystko jest w zasięgu Twojej ręki, ale pytanie czy chcesz !
O relację z Jezusem trzeba zawalczyć, nie dlatego, że Jezus nie jest gotów, dzisiaj po prostu wszystko dookoła nie sprzyja tej relacji. To jak przejście przez zatłoczone miasto, korki, hałas, czerwone światła, a po wyjściu z miasta – zieleń, przyroda, góry, śpiew ptaków.
Oczywiście że modlitwa, Msza Św. są filarami dzięki którym żyję tak, jak żyję.

Temat homoseksualizmu wśród Polaków cały czas budzi kontrowersje. Czy Pana znajomi wspierają Pana czy wręcz przeciwnie?

Ci znajomi, którzy o mnie wiedzą wspierają mnie. A dlaczego temat homoseksualizmu budzi kontrowersje ? Bo tak jest przedstawiany. Jeśli umieści Pani wszystko to, co napisałem, to będzie rzetelne przedstawienie jakiejś części mojego życia. Jeśli będzie potrzeba sensacji, to nigdy nikt z zewnątrz mnie nie zrozumie, bo otrzymuje etykietki i łatki, które niewiele mają wspólnego ze mną.

jak łatwo się pomylić (czyli o tym, że rozkosz wcale nie jest Dobra)

Jeśli jesteś tutaj, to prawdopodobnie szukasz odpowiedzi na pytania, jak osoba homoseksualna ma żyć. Z pewnością znasz poszczególne fragmenty Pisma Świętego, które mówią o czynach, współżyciu homoseksualnym.
Być może już wiesz, że te przykre fragmenty nie mówią o człowieku, a tym, jak on postępuje. Dlatego nadal możesz bez wątpienia czuć się kochany przez Boga. Jest to w zasadzie tak pewne, że nie nad tym chciałbym się rozwodzić.
Podczas rekolekcji ignacjańskich medytowałem nad Księgą Rodzaju 3, 1-13.
O grzechu. Skąd on się wziął ? Na czym on polega ?

1 A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?» 2 Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, 3 tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli». 4 Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! 5 Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».
6 Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią, a on zjadł. 7 A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.
8 Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w porze powiewu wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. 9 Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?» 10 On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się». 11 Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?» 12 Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem». 13 Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego to uczyniłaś?» Niewiasta odpowiedziała: «Wąż mnie zwiódł i zjadłam».

Jakie refleksje mi się nasunęły?
Wąż powiedział do kobiety „czy RZECZYWIŚCIE Bóg powiedział?”
Zły już w tym pytaniu zasiewa zwątpienie, już kłamie, bo sugeruje człowiekowi, że Bóg powiedział „nie jedzcie ze WSZYSTKICH drzew”. Zwróć uwagę w Piśmie Świętym kilka fragmentów wcześniej, co Bóg rzeczywiście powiedział. Nie użył słowa „WSZYSTKICH”. Mówił tylko o jednym drzewie, z którego owoców nie mieli jeść. A skoro zły zasiewa już wątpliwość w człowieku, to łatwo dojść do wniosku „acha, w takim razie nic mi nie wolno”
Czy Bóg tak powiedział ? Już pierwszy sukces złego osiągnięty. Człowiek „łyknął” kłamstewko jednego wyrazu, który zmienia dosłownie wszystko. Człowiek zastanawia się, czy Bóg jest dobry, już w rozmyślaniach dodaje kłamstwa swoje – bo „wylewkę” pod inne kłamstwa zły już podłożył. A więc Ewa odpowiada niby broniąc Boga, że wcale Bóg nie zakazał jeść z drzew wszystkich owoców, tylko z tego jednego, ale dodaje już sama, coś swojego, co jest kłamstwem – iż Bóg zabronił im tego drzewa dotykać. Myślę sobie, że Ewa działa tu już być może w jakiejś nieświadomości. Pierwsze kłamstwo złego „poraziło” ufność wobec Boga, stąd człowiek zaczyna mówić rzeczy nieprawdziwe, w które wierzy, a które przypisuje Bogu.

Zastanów się bracie, siostro – ile razy przypisywałeś Bogu, że nie jest dobry, że wszystkiego Ci zakazuje, itd.

Chodźmy dalej.
Ewa jest zwiedziona zachętami węża, teraz już łatwo w to wejść. Było kłamstwo złego, później kłamstwo Ewy, jest już coraz trudniej ujrzeć Prawdę. Rozbudzenie pożądania Ewy następuje przez zasianą wątpliwość i paradoksalnie to człowiek tworzy kłamstwo, które ma usprawiedliwić jego czyn.
Zły dalej odpowiada zapewniając, że nie umrą. Co za paradoks; ten, który zgubił światło (Lucyfer – pierwotnie Anioł niosący światło, który ostatecznie zbuntował się – Jezus mówi „widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica…” (Łk.10;18)), który nie jest Panem Życia i Śmierci zapewnia, że nie umrą. Jaką wartość mają jego słowa ? Zastanów się nad tym bracie i siostro.
Tylko Jezus może zapewnić o życiu. „Ja Jestem drogą, prawdą i życiem” mówi Jezus u św. Jana. I również „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.
Tylko On rozproszył ciemność, czego świadkiem będziemy podczas początku Liturgii Wielkiej Nocy.
Swoją drogą, jakie to niesamowite doświadczenie, gdy siedzę w zupełnie ciemnym kościele, wyobrażając sobie świat po grzechu bez Odkupiciela, pełen mroku i braku nadziei. I nagle On wchodzi i rozjaśnia wszystko. I wszystko ożywa. On jest życiem. Zapewnia nas o tym.

Wracając do dramatu kłamstwa o Drzewie.
Po tej całej wymianie zdań ze złym (nigdy ze złem nie dyskutować) Ewa spostrzegła, że „jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy”. Zanim wąż zaczął działać, Adam i Ewa żyli w pokoju, Bożej miłości, niczego im nie brakowało. Zły podsyca „braki”. A przecież przyczyną „braków” jest niedobry Bóg – tak brzmi kłamstwo złego.
Pragnienie Ewy ostatecznie zamienia się w czyn poprzez akt woli ZDOBYCIA.

Ile razy bracie, siostro, ile razy ja sam – spostrzegliśmy, że ten człowiek, to ciało jest „rozkoszą dla oczu” i że można to ZDOBYĆ. A wcześniej uwierzyliśmy, że Bóg WSZYSTKIEGO zabrania.

Po grzechu Bóg przechadza się w porze powiewu wiatru, czyli łagodnie, to nie zły rodzic, który nerwowo nadchodzi tak, że słyszysz jego uderzanie stopami o ziemię, który idzie, aby zgromić dziecko, które coś zbiło.
Bóg przechadza się. Doskonale wie, co się stało. Powiew wiatru.
To człowiek ma w sobie taki lęk, taką AUTOAGRESJĘ, że ODBIERA sobie prawo do kontaktu z Bogiem mimo, że Bóg szuka człowieka, tęskni za nim, szuka go w porze powiewu wiatru.
Dopiero gdy Bóg pyta, człowiek staje w prawdzie, to już nie zły, przy którym można kontynuować jego kłamstwa, a Bóg-Prawda, przed którym staje się w całkowitej prawdzie. Tutaj już człowiek nie kłamie, mówi co się stało i dlaczego, nie jest w stanie skłamać. Choć już jego grzeszna natura skłania go do tego, żeby zrzucać winę… Adam na Ewę, Ewa na węża.
Ile razy zrzucaliśmy winę na kogoś innego ?

Sam kiedyś bardzo dałem się zwieść. I często już nawet po zmianie swojego życia w 2009 roku wielokrotnie dawałem się zwieść w różnych sprawach.
Wszystko co Bóg stworzył jest dobre. Można to jednak wykorzystać WBREW woli Boga, czyli może stać się źródłem udręki, grzechu.
Ważna jest świadomość, aby nie mieć łusek na oczach. Nie chodzi więc o „nie popełnienie” czegoś, ale głębsze rozeznanie, dlaczego tak się czuję, co jest u podłoża danych pragnień (nie na płytkim poziomie, ale wejść głębiej).

Jednym z tych kłamstw złego jest poddawanie w wątpliwość Jego słowa.
„Czy na pewno Bóg potępia czyny homoseksualne” – być może znasz to pytanie 🙂 Już łatwo można znaleźć trop, kto je nam podsyła.
Łatwo też zapętlić się w różnych analizach, interpretacjach Pisma Świętego na ten temat. Aby uniknąć tego, pomogę sobie i Tobie; tu nie chodzi o homoseksualizm ! Zwróć uwagę, ile fragmentów Pisma Świętego dotyczy jakiegokolwiek pożycia, współżycia, aktów, czynów poza sakramentem małżeństwa. Tu nie chodzi o taką, czy inną orientację. Tu chodzi o wszystkich ludzi, którzy z jakiegoś powodu nie wchodzą w sakrament małżeństwa. Tu miejsce na pewną pokorę, której wszyscy musimy się nauczyć. Sam Jezus przyznaje „Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” Mt 19,12.

Podaję fragmenty nawiązujące do tego, aby CZŁOWIEK (każdy człowiek) szanował ciało i nie ulegał pożądliwościom.

Ef 5,3-7
O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, 4 ani o tym, co haniebne, ani niedorzecznego gadania lub nieprzyzwoitych żartów, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie. 5 O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec – to jest bałwochwalca – nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga. 6 Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te [grzechy] nadchodzi gniew Boży na synów buntu. 7 Nie miejcie więc z nimi nic wspólnego!

Ef 5,10-13
Badajcie, co jest miłe Panu. 11 I nie miejcie udziału w bezowocnych uczynkach ciemności, a raczej piętnując [je], nawracajcie [tamtych]. 12 O tym bowiem, co się u nich dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. 13 Natomiast wszystkie te rzeczy, gdy są piętnowane, stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem.

1 Tes 4,2-8
Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam w imię Pana Jezusa. 3 Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie: powstrzymywanie się od rozpusty, 4 aby każdy umiał utrzymywać własne ciało w świętości i we czci, 5 a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie. 6 Niech nikt w tej sprawie nie wykracza i nie oszukuje brata swego, bo jak wam to przedtem powiedzieliśmy, zapewniając uroczyście: Pan jest mścicielem tego wszystkiego. 7 Albowiem nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do świętości. 8 A więc kto [te słowa] odrzuca, nie człowieka odrzuca, lecz Boga, który przecież daje wam swego Ducha Świętego.

Rz 8,6-8
Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha – do życia i pokoju: 7 ponieważ dążność ciała jest wroga Bogu, nie podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu, ani nawet nie jest do tego zdolna. 8 A ci, którzy według ciała żyją, Bogu podobać się nie mogą.

1 Kor 7,27
Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej! Jesteś wolny? Nie szukaj żony!

Rz 6,12-14
Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele, poddając was swoim pożądliwościom. 13 Nie oddawajcie też członków waszych jako broni nieprawości na służbę grzechowi, ale oddajcie się na służbę Bogu jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia, i członki wasze oddajcie jako broń sprawiedliwości na służbę Bogu. 14 Albowiem grzech nie powinien nad wami panować, skoro nie jesteście poddani Prawu, lecz łasce.

Jk 1, 14-15
To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. 15 Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć. 16 Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani!

1 P 2,11
Umiłowani! Proszę, abyście jak przybysze i goście powstrzymywali się od cielesnych pożądań, które walczą przeciwko duszy. 1

1 Kor 6,15,18-20
Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. 13 Pokarm [jest] dla żołądka, a żołądek dla pokarmu. Bóg zaś unicestwi jedno i drugie. Ale ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała. 14 Bóg zaś i Pana wskrzesił, i nas również swą mocą wskrzesi. 15 Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa, będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! 16 Albo czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem – jak jest powiedziane – dwoje jednym ciałem. 17 Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem. 18 Strzeżcie się rozpusty! Bo czyż jakikolwiek grzech popełniony przez człowieka jest poza ciałem? Lecz [ja wam mówię,] kto grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. 19 Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? 20 Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!

Ef 4, 17-24
To zatem mówię i zaklinam się na Pana, abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie, z ich próżnym myśleniem, 18 umysłem pogrążeni w mroku, obcy dla życia Bożego, na skutek tkwiącej w nich niewiedzy, na skutek zatwardziałości serca. 19 Oni to, doprowadziwszy siebie do nieczułości [sumienia], oddali się rozpuście, popełniając zachłannie wszelkiego rodzaju grzechy nieczyste. 20 Wy zaś nie tak nauczyliście się Chrystusa. 21 Słyszeliście przecież o Nim i zostaliście pouczeni w Nim, zgodnie z prawdą, jaka jest w Jezusie, 22 że – co się tyczy poprzedniego sposobu życia – trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, 23 odnawiać się duchem w waszym myśleniu 24 i przyoblec się w człowieka nowego, stworzonego na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.

 

Na koniec będzie tort.
W niesamowitej książce „Oczami Jezusa”, która ma imprimatur (czyli biskupią pieczęć, iż zawarte tam treści są zgodne z nauczaniem Kościoła), możemy czytać o wydarzeniach które miały miejsce, o uczuciach i spostrzeżeniach Jezusa z Jego życia (objawienia Alan Ames Carver – podkreślam – jest imprimatur).
Jezus poznał tam Rafaela, z którym wchodził do świątyni. „Pobożni” i uczeni chcieli Rafaela wyrzucić twierdząc, że nie może wejść. Ostatecznie okazało się, że Rafael lubował się w mężczyznach. Z historii wynika, że jest człowiekiem, który chce żyć według przykazań i pragnie bliskości Boga. Jezus w żaden sposób go nie potępił (znamy to u św. Jana, gdy wszyscy chcą ukamienować kobietę posądzoną o cudzołóstwo – „I Ja cię nie potępiam” – J 8, 3-11). Miłość jaką Jezus go obdarza, przyjaźń, wspólnie jedzą obiad, Jezus dziękuje mu za gościnę !
Celowo nie wklejam fragmentu. Tę książkę trzeba przeczytać w całości. W moim życiu jest druga po Piśmie Świętym. Bardzo pomaga im odczytać Jezusa z perspektywy nie tylko Boga, ale i człowieka. Jedzącego, śpiącego, uśmiechającego się i ZAWSZE widzącego najpierw w człowieku dobro.
On nie chce znajdować w nas grzechu. Tego chce wąż… Odwróć akcenty i proporcje. Bóg jest DOBRY.

Ciągle żyję.

Ciągle żyję.
Takie ćwiczenie duchowe wg św. Ignacego Loyoli (chociażby przy porannym myciu zębów – skuteczne rano, przed cały dniem).
Pomyśleć, jak wielu ludzi za jeden grzech śmiertelny poszło do piekła. I wielu innych, prawie bez liczby, potępiło się z powodu mniejszej ilości grzechów niż te, które ja popełniłem.
Tutaj prosić o wielkie zawstydzenie przed samym sobą; widzę bowiem, jak wielu zostało potępionych za jeden grzech śmiertelny, podczas gdy ja zasłużyłem sobie na potępienie wieczne z powodu tak licznych moich grzechów.

A jednak nadal żyję, coś robię, mogę JESZCZE decydować, wyjść, zmienić położenie, tzn. przejść do innego pokoju, zmienić sytuację w danej relacji, itd. To wielka łaska, bo przecież już dawno po każdym z moich grzechów mógłbym nie żyć i już nie mieć szansy na poprawę. Mógłbym już zostać potępionym, gdzie nie mogę nic zmienić, zdecydować, zmienić położenie, wyjść, gdzie nie można uciec od siebie (to znaczy, od udręki, rozpaczy, zimnej pustki – nie można od tego uciec, to jest już na zawsze, nigdy się nie kończy, nigdy… bez żadnej nadziei, bo to się nie zmieni, zawsze, wiecznie – chyba faktycznie lepiej się nie urodzić, niż tak skończyć swoje życie na ziemi). Bóg dał czas w swojej dobroci.
I trzeba wielkiej wdzięczności swoim Aniołom i Świętym w Niebie, którzy wstawiają się za nami, abyśmy poznali Pana, który jest Miłością i zmienili swoje życie w miłości, tutaj, a ostatecznie w Królestwie pełnym nieskończonej Miłości, Bożej Miłości, najdelikatniejszej i najczulszej. Na wieki.

Każdy dzień to wielki dar na tej drodze ku Bogu. Każdego dnia dajesz mi nową łaskę, nową nadzieję.
Co za wielka łaska, że nadal żyję. Co robię ze swoim życiem ? Czy korzystam z tej łaski ? Może to ostatnie chwile ?

Refleksja nad Łk 15, 11-24

Nie można wyłączyć w sobie miłości – kochająca matka nie wyłączy w sobie miłości do dziecka. Kocha, nie oczekując nic w zamian, no może… odwzajemnionej miłości. Choć nawet jeśli tej zabraknie, ona i tak nie jest w stanie wyłączyć swojej. Matka – człowiek, ograniczone stworzenie nie jest w stanie wyłączyć miłości !
A Bóg, który jest nieeeeeeskończoną Miłością ?

Ogień szuka ognia. Nic w zamian.

Syn wracający jeszcze był daleko, jeszcze nic nie powiedział.
Tylko kierował się w stronę Ojca, ale czy coś zdążył powiedzieć ?
A Ojciec wyleciał, rzucił się mu na szyję, żeby przytulić i ucałował go.
Co chciałeś synku powiedzieć, to później… Jak dobrze, że jesteś, że wróciłeś !

Często są we mnie dwie skrajne postawy:
albo „maluję” wszystko miłosierdziem Ojca, albo zatrzymuję się na grzechu, słabości, oddaleniu. A przecież powinna być jakaś współzależność i spotkanie się w połowie. Skoro ojciec wybiegł, to częściej powinienem patrzeć na swój grzech, słabość, nieporadność, zaniedbanie przez pryzmat TĘSKNOTY Ojca, który chce mnie ukochać, obdarzyć swoją miłością, która Go rozpala. Paląca miłość musi powodować palącą TĘSKNOTĘ Boga !
Gdy zatrzymam się na grzechu, nie spotkam wybiegającego, STĘSKNIONEGO Ojca. Muszę wyjść z domu, ruszyć się, zrobić krok, nie ‚zatrzymać’, zrobić krok, wyjść…
A On wtedy ujrzy, zobaczy i …

Ten „niewzruszony” jakże często w moim błędnym odczuciu Bóg „wzruszył się głęboko” !
Obym nie zaginął i nie był umarły…
„I zaczęli się weselić”
„Palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie”
– Dzienniczek św. s. Faustyny

Całe niebo raduje się z nawrócenia człowieka…
Łk 15, 6-7